Złota szabla generała Smsonowa

2015-12-16 14:09:33 (ost. akt: 2015-12-16 14:44:58)

Maciej Gebel wiele lat temu zainteresował się przebiegiem I Wojny Światowej na Warmii i Mazurach. Po latach doszedł do wniosku, że wbrew utrwalonej legendzie rosyjski generał Aleksander Samsonow, wcale nie popełnił samobójstwa. „Generał Samsonow. Stuletnie kłamstwo” - taki tytuł dał swojej książce na ten temat.

Elizawieta Samsonw podczas inspekcji obozu jeńców rosyjskich w Orzyszu.

Elizawieta Samsonw podczas inspekcji obozu jeńców rosyjskich w Orzyszu.

- We wstępie do książki apeluje pan, by nie używać w Polsce określenia "Tannenberg 1914".
- Nie przytoczyłem tej nazwy ani razu. W niemieckiej historiografii nie istnieje przecież określenie Grunwald 1410. U podstaw określenia - "Tannenberg 1914"- legło jak wiadomo bardzo negatywne przesłanie, zemsta za Grunwald. Nikt chyba w Polsce nie odważyłby się określić bitwy z sierpnia 1914 roku jako - Grunwald 1914. Zresztą to nie była bitwa pod Tannebergiem, rozegrała się w wielu miejsach, na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów.

- Na obelisku upamiętniającym śmierć generała Samsonowa pod Wielbarkiem pozostanie jednak „przeciwnik Hindenburga pod Tannebergiem”. W legendzie generała wszystko się przez sto lat zgadzało. Pokonany dowódca strzela sobie w łeb, zaś zakopane podczas ucieczki złote ruble jego armii, czekają aż znajdzie je ktoś ze starą mapą w jednym ręku a najnowszą elektroniką w drugim. Pan dowodzi, że otyły i chory na astmę Aleksander Wasilewicz Samsonow, nie był w stanie uciekać na piechotę. Przucony przez swój sztab w nocy, w środku lasu zmarł w ataku duszności. Czy to możliwe? Generał nie był przecież takim starcem, w czasie bitwy miał ledwie 55 lat.

- Generał był człowiekiem poważnie chorym. Oceniając współcześnie jego stan, można podejrzewać przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Pierwsze objawy tej groźnej choroby pojawiły się u niego już w 1905 roku, kiedy brał udział w wojnie rosyjsko-japońskiej. Nawroty zmuszały go nawet do opuszczania wielu ważnych narad państwowych. Często wyjeżdżał na leczenie za granicę. Kolejne pobyty w szpitalach i sanatoriach potrafiły trwać i pół roku. Wiadomość o wybuchu wojny i jego nominacji na dowódcę 2. Armii zastała Samsonowa na Krymie, gdzie znów przebywał na urlopie zdrowotnym. Można podejrzewać, iż generał dotarł do Warszawy, gdzie miał objąć dowództwo, nie będąc w pełni sił. Ucieczka Samsonowa z niemieckiego okrążenia pod koniec sierpnia 1914 roku odbywała się w ciężkich warunkach. Panowały upały, generał i jego sztab od dwóch dni był w ciągłym ruchu oraz zagrożeniu ze strony Niemców. Wszyscy członkowie sztabu byli głodni i spragnieni, poddani olbrzymiemu stresowi po totalnej klęsce. Generał szybko tracił siły - początkowo dosiadał konia, później był w stanie jechać tylko furgonem, a na koniec był prowadzony pod ręce przez członków swego sztabu. W takich warunkach śmierć wycieńczonego dowódcy nie może być zaskoczeniem.

- Oficerowie sztabu, zostawiając go feralnej nocy 30 sierpnia 1914 zgodnie twierdzili, że odchodząc słyszeli strzał, nawet strzały. Rosyjski sztab im uwierzył.

- Nie tylko sztaby wszystkich kolejnych szczebli dowodzenia, ale i całe społeczeństwo rosyjskie. Spowodowane było to niechęcią cara Mikołaja II i jego otoczenia do wyjaśnienia tej sprawy Sierpniowa klęska 2. Armii w Prusach Wschodnich była wystarczająco silnym ciosem dla podstaw carskiego państwa, aby Mikołaj II chciał jeszcze nagłaśniać aferę z porzuceniem dowódcy tej armii. Niewygodne fakty były skrzętnie ukrywane, dokładnie tak samo jak w późniejszej komunistycznej Rosji. Członkowie sztabu Samsonowa usłyszeli strzały dopiero po dwóch godzinach i przebyciu sześciu kilometrów od miejsca porzucenia generała. Owe strzały były istotne, ale tylko w wersji wydarzeń przedstawionych przez generała Postowskiego - zastępcy Samsonowa. Chciał w ten sposób uwiarygodnić swoje zeznania. Szosa Nidzica - Wielbark, którą pokonywali była tamtej nocy linią frontu, musiały więc padać strzały.

- W samobójstwo nie uwierzyła żona generała, Elizawieta Samsonowa, która w rok po bitwie, mimo trwającej nadal wojny i wrogości Prusaków, odnalazła grób męża.

- Postawa żony generała budzi ogromny szacunek. Miała przed sobą kolosalne trudności do pokonania - niechęć cara, zmowę podwładnych ze sztabu Samsonowa, tajemnicę otaczającą raport w sprawie klęski 2. Armii, uzyskanie zgody na wjazd do Niemiec, przekroczenie linii frontu, brak wiarygodnych informacji o ostatnich godzinach życia męża i olbrzymie odległości do pokonania. Wdowie udało się jednak się to wszystko przezwyciężyć.

- To musiała być niezwykła kobieta. Warto powiedzieć o jej misji w obozach dla rosyjskich jeńców na terenie Niemiec, którą wykonywała także po spełnieniu ostatniego obowiązku wobec męża.

- Generałowa potrafiła wznieść się nad osobisty cel odszukania grobu męża i jako siostra czerwonego krzyża dokonała w Niemczech inspekcji obozów, gdzie przetrzymywano rosyjskich jeńców. Również w tych działaniach wykazała się olbrzymim rozmachem i konsekwencją. Podczas dwóch misji w 1915 i 1916 roku, które trwały całymi miesiącami, odwiedziła dziesiątki obozów i przebyła setki kilometrów. Kontrolowała obozy leżące na Mazurach, Warmii, Pomorzu, także w Brandenburgii i Saksonii. Niemcy, przetrzymujący jeńców rosyjskich najczęściej w fatalnych warunkach, szybko przekonali się, iż jej kontrole są fachowe i bardzo dokładne. Już sama zapowiedź jej przyjazdu, powodowała panikę we władzach obozowych. Jeńcy rosyjscy, cierpiący w obozach głód i okrutny terror, otrzymywali od wdowy, oprócz darów, również słowa otuchy i pocieszenia, które były chyba najważniejsze.

- Gdyby wtedy, jesienią 1915 roku przeprowadzono regularną sekcję zwłok nie byłoby dziś wątpliwości, jak zginął generał Samsonow. A może taka sekcja była przeprowadzona, może archiwa nie wyjawiły jeszcze całej prawdy?

- Na sekcję zwłok generała mogło nie starczyć czasu. Carskie władze zapewne i tak by nie pozwoliły ogłosić ich wyników. Niemcy, podczas ekshumacji doskonale zachowanych zwłok Samsonowa, nie znaleźli żadnych śladów po ranach. Dokładnie pisał o tym niemiecki generał von Francois. Może są na ten temat dokumenty w dobrze zachowanych archiwach rosyjskich lub co bardziej prawdopodobne archiwach rodziny Samsonowów. Odszukałem swego czasu kilka rodzin o tym nazwisku w Anglii, Francji i USA. Ich przedstawiciele twierdzili, iż są potomkami generła Samsonowa, były to jednak fałszywe tropy.

- Na miejscu odnalezienia zwłok, w pobliżu wsi Piwnice Małe pod Wielbarkiem już kilka lat po zakończeniu I wojny wzniesiony został obelisk upamiętniający miejsce śmierci generała, ale ciała generała tam nie ma. Co się z nim stało?

- Pod koniec swej pierwszej misji w 1915 roku E. Samsonowa odnalazła grób generała i 9 listopada tego roku, po ekshumacji zabrała zwłoki do Rosji. Jadąc okrężną drogą przez Niemcy, Danię, Szwecję dotarła 3 grudnia 1915 roku do Jelizawetgradu na Ukrainie, gdzie na tamtejszym dworcu odbyła się uroczysta msza pogrzebowa. 5 grudnia trumna generała została przewieziona do rodowej posiadłości koło wsi Jegorowka i pochowana w rodzinnym grobowcu na cmentarzu przy cerkwi pod wezwaniem św. Joachima i Anny w Jakimowce.

- To paradoks historii, że pomnik pod Wielbarkiem przetrwał Hindenburga, Hitlera, komunę i stoi do dziś, a prawdziwy grób generała zniszczyli i okradli jego rodacy, co prawda bolszewicy.

- Podczas komunistycznych rządów rodzinny grobowiec Samsonowów obrabowano, trumny wyniesiono i rozbito na cmentarzu. Sam grobowiec zrównano z ziemią. Nie była to raczej jakaś samowolna akcja, ponieważ zachowały się dokumenty stwierdzające, że 14 listopada 1929 roku przyjęto oficjalne do banku Gosbank - 11 kg i 540 g srebra zabranego z grobowca Samsonowów. Srebro to wyceniono na 392 ruble i 36 kopijek. Zrównano z ziemią również cały cmentarz i pobliską cerkiew. Na jej miejscu zbudowano szkołę, a na miejscu cmentarza postawiono pomnik wodza Lenina, który stał jeszcze w 2013 roku. Jak jest dziś – nie wiem. 13 lutego 2002 roku odsłonięto w miejscu grobu generała pamiątkowy granitowy krzyż, który postawiony został przez zainteresowane tą sprawą organizacje rosyjskie.

- Generał Samsonow podczas ucieczki, za radą swoich oficerów pozbył się epoletów, a z rzeczy osobistych zostawił sobie, złoty zegarek, medalion ze zdjęciami żony i dzieci oraz złotą szablę, którą dostał od cara za męstwo podczas wojny rosyjsko-japońskiej. Co się z nimi stało?

- Wszystkie te rzeczy znalazł przy zwłokach generała robotnik leśny Michał Jedamski. Zwłoki pogrzebał, a cenne przedmioty zachował dla siebie. Zegarek został mu odebrany przez niemieckich żandarów. Medalion ze zdjęciami, który byl kluczowym przedmiotem w identyfikacji zwłok generała, "oddał" wdowie za jedyne 1000 rubli w złocie. Stwierdzenie, iż Jedamskiego "wzruszyły łzy wdowy", można niestety między bajki włożyć. W życiu bywa inaczej...

- … A złota szabla?

- Jedamski, z nazwiska sądząc Mazur, jej nie oddał. Sprzedał ją grupie wędrownych Cyganów. Podobno ktoś widział ją jeszcze w latach 80-tych. Może się jeszcze odnajdzie.

- Co się stało z kasą pobitej armii? Już kilka pokoleń poszukiwaczy skarbów próbuje ją odnaleźć, kopiąc w rejonie poligonu w Muszakach, Małdze, czy penetrując brzegi Omulwi? Łudzą się, czy jest szansa, że coś w końcu znajdą?

- Sądzę, iż najdokładniej dwadzieścia lat temu w Gazecie Olsztyńskiej przedstawił sprawę kasy Samsonowa reaktor Henryk Leśniowski. W tym tekście autor przytoczył znamienne słowa rosyjskiego żołnierza, służącego jako woźnica kasy 2. Armii: "zakopaliśmy skrzynie, odnajdziemy, wystarczy dla wielu". Jeśli nawet prosty żołnierz miał zamiar wrócić po kasę, to co dopiero mówić o generałach oraz pułkownikach, którzy mieli odpowiednie informacje i realne możliwości powrotu pod Wielbark. Bo po kilku tygodniach po przegranej bitwie Rosjanie znów byli po pruskiej stronie granicy i utrzymali się tam do początków grudnia 1914. Myślę, że kasa i nawet zakopane epolety oraz osobiste rzeczy członków sztabu Samsonowa, zostały wydobyte już wtedy.

- Pan przecież też szukał? To nie jest przecież zwykła rzecz, że lekarz dentysta bierze się za dociekanie prawdy, co się stało z generałem obcej armii, z wojny. o której Okudżawa śpiewał kiedyś: „Pal ją sześć, to już tyle lat...”

- Prawdy o śmierci generała Samsonowa szukałem przez wiele lat. Jestem lekarzem, ale moim hobby jest historia, szczególnie północnych rejonów Polski. Dzieje I Wojny Światowej, która w dużej mierze toczyła się na ziemiach obecnej Polski są mało znane naszemu społeczeństwu. Szkolne podręczniki niewiele nas o tym uczą. Niesłusznie, ponieważ podczas tej wojny w zaborczych armiach służyło łącznie 3 300 000 naszych rodaków. Wielu z nich w tej obcej służbie niestety poległo. Pierwszy raz o wielkiej, tajemniczej bitwie I Wojny, stocznej na Warmii i Mazurach przeczytałem jeszcze w latch 70-tych. Z waszym regionem związany jestem od dzieciństwa, spędziłem tu wiele sezonów żeglarskich. Sierpniową bitwą 1914 roku oraz sprawą tajemniczej śmierci Samsonowa zająłem się szerzej pod koniec lat 90-tych, kiedy był juz możliwy swobodny dostęp do zagranicznych archiwów i bibliotek. Sprawę śmierci generała czas już przenieść ze sfery legend i mitów w dziedzinę historiografii.

Rozmawiał Stanisław Brzozowski

Komentarze (1)

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Günther #1883453 | 83.14.*.* 17 gru 2015 11:45

    Generał Smsonow, to ten co wymyślił SMSy?

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-5) ! - + odpowiedz na ten komentarz